White Power

Wątpliwości co do tego czy Mike Brown – nowy szkoleniowiec Los Angeles Lakers – poradzi sobie z trudnymi hollywoodzkimi charakterami jest wiele jak sposobów na podryw. Nie wiem czy najlepszy coach 2009 roku zdąży w LA poukładać zespół zanim na emeryturę uda się Kobe Bryant, wiem natomiast, że zdobyć mistrzostwo NBA będzie mu cholernie ciężko. Nie dlatego, że jest  słaby …

White Power

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 28.05.11 || Brak Komentarzy »

Schody do nieba, czyli spychologia budowlana

Burdel w polskiej piłce to zjawisko rzadkie jak korki o 16. Jak nie naparzają się kibice, to słoma z butów – w wersji oralnej – wychodzi Grzegorzowi Lacie lub Franciszkowi Smudzie – czyli dwóm najbardziej elokwentnym i najmniej przypadkowym osobom, na tzw. stanowiskach, w polskim sporcie. Kupczenie wynikami meczów, organizacyjne skandale, rasistowskie zachowania – się dzieje. Wystarczyło chwilę poczekać, no …

Schody do nieba, czyli spychologia budowlana

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 27.05.11 || Brak Komentarzy »

Dziecko, które wstało z kolan

Wchodzę na koronę stadionu. Trybuna w tumanach dymu z BBQ, kibice w koszulkach o przynajmniej dwa rozmiary za dużych, w tle sączy się „czarna muza”. Siadam i przyglądam się tym ponad sześćdziesięciu chłopa szykującym się do boju o panowanie we Wrocławiu. Już rozgrzewka była nadzwyczaj ciekawa, choć moje wrażenia pewnie przesadnie spotęgowane dlatego, że na pojedynku futbolu amerykańskiego byłem w …

Dziecko, które wstało z kolan

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 27.05.11 || Brak Komentarzy »

Jedno mistrzostwo, a tyle uleczonych dusz

Gdyby Los Angeles Lakers ponownie zdobyli mistrzostwo NBA, bylibyśmy świadkami historii wyjątkowej, chwytającej za serce nawet tych, których organ ten z ołowiu jest zbudowany. Odchodzący na emeryturę Phil Jackson wygrałby 12 trenerski pierścień, Kobe Bryant zrównałby się ich liczbą z Michaelem Jordanem, a Ron Artest może nawet sięgnąłby źródełka mentalnego ozdrowienia. Lakers dawno już nie ma, a najbardziej wzruszającą historię …

Jedno mistrzostwo, a tyle uleczonych dusz

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 25.05.11 || Brak Komentarzy »

Bracia Pudzianowscy – Krystek „Support” i Mariusz „Kroplówa”

Zamiast reklamować na swym styranym chrabąszczu systemy ociepleń, do pleców powinien mieć podłączoną aparaturę przytrzymującą go przy życiu. Zamiast zakładać rękawice, do dłoni powinno mu się przymocowywać kowadła, bo jego ciosy ważą tyle, co beztłuszczowe racuchy polane jogurtem naturalnym. W ogóle zamiast walk w MMA, „Pudzian” albo powinien zwrócić się do władz telewizyjnej jedynki o przywrócenie programu „Śmiechu Warte”, w …

Bracia Pudzianowscy – Krystek „Support” i Mariusz „Kroplówa”

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 22.05.11 || Brak Komentarzy »

Umarł Q, niech żyje król!

Aleksander Wielki zdobył Persję, Collin Farrel serce Alicjii Bachledy-Curuś, a Torey Thomas całą Tauron Basket Ligę. I to w jeden sezon! W niesamowitym piątym meczu tegorocznego finału dodatkowo opanował Gdynię, no i ściągnął skalp Qyntela Woodsa, który przy amerykańskim rozgrywającym Turowa wyglądał jak Oscar Pistorius przy Usainie Bolcie. Nie chcę pisać o Turowie jako drużynie – już raz to zrobiłem. …

Umarł Q, niech żyje król!

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 18.05.11 || Brak Komentarzy »

Cios Woodsa – przypadek czy premedytacja?

Ivan Zigeranović – chłop jak dąb – nie dokończył piątego meczu finałowego z powodu kontuzji. Dostał wstrząśnienia mózgu, ma przegryziony język, złamany nos, pęknięty łuk brwiowy. Czeka go operacja. Z powtórek telewizyjnych kamer rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że Qyntel Woods znokautował Serba przypadkowo. Po obejrzeniu innego wideo, nie jestem już tego tak pewien… Incydent z drugiej połowy meczu pomiędzy …

Cios Woodsa – przypadek czy premedytacja?

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 18.05.11 || Brak Komentarzy »

James pozbył się Robina, a nie Batmana…

Zdecydowanie za wcześnie, by po pierwszym – choć niezwykle efektownym – zwycięstwie Chicago Bulls nad Miami Heat w finale konferencji wschodniej, prowadzących w serii 1:0 podopiecznych Toma Thibodeau już stawiać jako pewniaków do gry w finale. Zdecydowanie za wcześnie także, by po wyeliminowaniu – choć efektownym 4:1 – przeklętych Boston Celtics mówić, że LeBron James w końcu pozbył się nawiedzających …

James pozbył się Robina, a nie Batmana…

Kontynuuj czytanie... || Napisał dnia: 17.05.11 || Brak Komentarzy »